Twarda lekcja w Los Angeles. Baraniewski przegrał niejednogłośnie z Menifieldem

Dodano: 20 września 2026 11:06
Pierwsza porażka Baraniewskiego. Menifield wygrał wojnę na punkty
Redakcja, Informacja własna
Paramount

Iwo Baraniewski po raz pierwszy w zawodowej karierze musiał przełknąć gorycz porażki. Polak po trzech bardzo twardych rundach przegrał niejednogłośną decyzją sędziów z Alonzo Menifieldem. Na gali UFC 331 w Los Angeles nie było kalkulowania. Była za to walka na wyniszczenie, ciężkie ciosy, klincz i momenty, w których wydawało się, że jeden celny strzał może zakończyć wszystko.

Menifield zaczął pierwszy. Ruszył mocno, próbując od razu narzucić swoje warunki, ale Baraniewski nie dał się zaskoczyć. Spokojnie pracował na nogach, unikał szarży Amerykanina i czekał na okazję do odpowiedzi. Ta przyszła szybko. Polak coraz śmielej skracał dystans i spychał rywala w kierunku siatki. Lewy prosty, prawy, kolejna kombinacja. Ciosy zaczęły dochodzić do celu. Menifield wciąż był groźny, ale z każdą minutą coraz częściej musiał przyjmować. Baraniewski wyczuł moment i przyspieszył. Rozpoczęła się prawdziwa strzelanina.

Po jednym ze zwarć Menifield szukał chwili oddechu pod siatką. Kiedy zawodnicy wrócili na środek oktagonu, nie było już miejsca na ostrożność. Obaj zaczęli wymieniać potężne ciosy. Na twarzy Polaka pojawiła się krew, ale to nogi Amerykanina momentami wyglądały na mniej pewne. Baraniewski ruszył po skończenie. Docisnął rywala, przeniósł walkę do parteru i dołożył kilka mocnych uderzeń z góry. Menifield przetrwał jednak trudny fragment i przed końcem rundy zdołał wrócić do stójki.

Dla Baraniewskiego była to sytuacja nowa. Po raz pierwszy w karierze musiał wyjść do drugiej rundy. Menifield najwyraźniej wiedział, że może to mieć znaczenie. Od pierwszych sekund ruszył zdecydowanie, próbując sprawdzić, ile paliwa zostało w baku Polaka. Baraniewski odpowiedział klinczem przy siatce. Po rozerwaniu zwarcia trafił lewą ręką i znów rozpoczęła się wymiana. Mocny cios za mocny cios. Nikt nie chciał ustąpić nawet o pół kroku. Iwo kilkukrotnie trafiał seriami i znów próbował przełamać przeciwnika. Problem polegał na tym, że Menifield wszystko wytrzymywał. Amerykanin nie tylko pozostawał w walce. Z czasem coraz częściej sam trafiał mocno i zaczął lepiej odnajdywać się w brutalnych wymianach bokserskich.

Trzecia runda miała przynieść odpowiedź na najważniejsze pytanie: kto zachował więcej sił? Menifield od początku ruszył do przodu. Baraniewski odpowiadał kontrami i przez chwilę wydawało się, że znów może przejąć inicjatywę. Po jednej z akcji Amerykanin sprowadził walkę do parteru, lecz sytuacja szybko się odwróciła i to Polak znalazł się na górze. Długo nie zagrzał tam miejsca. Zawodnicy wrócili na nogi, a walka przeniosła się pod siatkę. Tam rozpoczęło się przeciąganie liny. Menifield dociskał Polaka, Baraniewski odwracał pozycję, po czym role ponownie się zmieniały.

Po dwóch szalonych rundach tempo musiało spaść. Coraz więcej było klinczu, coraz mniej otwartych wymian. W pewnym momencie sędzia przerwał pasywne zwarcie i nakazał zawodnikom wrócić do walki na środku oktagonu. Baraniewski próbował kontrolować dystans lewym prostym. Menifield był jednak bardziej skłonny do ryzyka. Szedł do przodu, skracał dystans i szukał kolejnych mocnych uderzeń. Tak było aż do ostatnich sekund. Klincz, krótkie ciosy, walka o pozycję i jeszcze jedna próba przechylenia szali na swoją stronę.

Po trzech rundach wszystko znalazło się w rękach sędziów punktowych. Ci nie byli jednomyślni. Ostatecznie dwóch z nich wskazało na Alonzo Menifielda, który zwyciężył niejednogłośną decyzją. Dla Iwo Baraniewskiego oznaczało to pierwszą porażkę w karierze. Polak stracił nieskazitelny rekord, ale jednocześnie po raz pierwszy został sprawdzony na pełnym, trzyrundowym dystansie.

Więcej informacji: Iwo Baraniewski
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp
Kalendarz imprez