Od KSW do UFC bez kompleksów. Parnasse błyskawicznie rozprawił się z Hookerem
Salahdine Parnasse nie potrzebował czasu na aklimatyzację w UFC. Francuz od pierwszych sekund pokazał, że nie przyjechał do największej organizacji MMA na świecie po naukę. W walce wieczoru UFC Fight Night 287 w Accor Arena w Paryżu rozprawił się z Danem Hookerem w zaledwie 2 minuty i 35 sekund.
To miał być poważny test. Hooker był doświadczonym rywalem, zawodnikiem, który w UFC stoczył już 25 walk i niejednego młodego pretendenta sprowadzał na ziemię. Parnasse wszedł jednak do oktagonu bez cienia respektu.
Początek pojedynku był jeszcze ostrożny. Obaj zaczęli od mocnych kopnięć na nogi. Hooker, zgodnie ze swoim stylem, chętnie sięgał po kopnięcia i próbował utrzymywać Francuza na dystans. Parnasse nie zamierzał jednak wdawać się w przypadkową wymianę. Czekał na moment, skracał dystans i odpowiadał.
A kiedy ruszył, zrobiło się naprawdę gorąco. Parnasse zaczął wywierać presję, dokładając kolejne ciosy w kombinacjach. Jeden z nich — mocne kopnięcie na korpus — wyraźnie zranił Hookera. Nowozelandczyk cofnął się, a Francuz natychmiast wyczuł swoją szansę.
Nie było chwili zawahania. Najpierw wysokie kopnięcie. Potem potężny lewy sierpowy, po którym Hooker runął na matę. Parnasse nie pozwolił mu nawet pomyśleć o powrocie do walki. Dopadł rywala i zasypał go gradem ciosów z góry.
Sędzia wkroczył po 2 minutach i 35 sekundach. To był debiut, którego nie sposób było przeoczyć. Parnasse nie tylko wygrał — on wysłał do całej kategorii lekkiej jasny komunikat. Były mistrz dwóch kategorii wagowych KSW pojawił się w UFC z przekonaniem, że jego miejsce jest wśród najlepszych.
I trudno po takim występie twierdzić inaczej. Francuz po walce nie zamierzał zresztą studzić emocji. Zażądał pojedynku z zawodnikiem z pierwszej piątki rankingu. Padło również nazwisko, które brzmi jak wymarzony scenariusz: Max Holloway.
To byłaby walka, która rzeczywiście mogłaby powiedzieć nam, gdzie obecnie znajduje się Parnasse. Holloway to przecież były mistrz UFC i jeden z najbardziej rozpoznawalnych zawodników swojej generacji.
Ale najpierw trzeba docenić to, czego dokonał Francuz w Paryżu. Hooker miał doświadczenie, przewagę obycia z UFC i własne argumenty w stójce. Parnasse potrzebował niespełna trzech minut, by wszystkie te atuty przestały mieć znaczenie.
Jedno kopnięcie na korpus. Wysokie kopnięcie. Lewy sierpowy. Kilka kolejnych ciosów. I po walce. Jeżeli był to dopiero pierwszy rozdział przygody Salahdine'a Parnasse'a w UFC, to trzeba przyznać, że Francuz zaczął pisać tę historię bardzo mocnym piórem.
