Caio Borralho chce walki w słynnym Madison Square Garden
Brazylijczyk Caio Borralho (18-2) zajmuje obecnie 6. miejsce w rankingu wagi średniej. Reprezentant Fighting Nerds pozostaje nieaktywny od marca tego roku, kiedy pokonał na punkty byłego mistrza ONE Championship dwóch kategorii wagowych, Holendra Reiniera de Riddera (22-4). Teraz z wyleczoną kontuzją żeber, Borralho patrzy w stronę kolejnych walk i potencjalnych rywali.
Brazylijczyk złapał kontuzję żeber, która wykluczyła go z walki z Joe Pyferem na UFC 330. Po kontuzji już nie ma śladu i reprezentant kraju kawy chciałby jak najszybciej powrócić do rywalizacji. Według słów samego zainteresowanego, najlepszą okazją na powrót jest gala UFC 334 w Nowym Jorku, która jest zaplanowana na 14. października:
- Myślę, że jestem już gotowy na 90-95 procent po kontuzji, ale już trenuję na pełnych obrotach. Robię wszystko: grappling, zapasy, stójkę, po prostu wszystko. Myślę, że już dla mnie czas by rozpocząć obóz przygotowawczy. Może za trzy, cztery tygodnie będę już ćwiczył z maksymalnym obciążeniem. Chcę walczyć w Madison Square Garden, dla mnie ta gala to idealna data. Myślę, że moje zestawienie z Joe Pyferem było świetne, to jeden z najlepszych zawodników na świecie. Nasza walka byłaby świetna. Stawiałem, że wcześniej czy później spotkam się z nim w klatce, ale musiałem wycofać się ze względu na kontuzję i operację. Czuję się już jednak gotowy. Mam wrażenie, że wykuwam formę życia na treningach. - powiedział w rozmowie z MMAFighting.com zawodnik z Brazylii.
Borralho wciąż jest otwarty na walkę z Joe Pyferem, zawodnikiem który zastopował byłego mistrza UFC, Israela Adesanyę w swoim ostatnim oktagonowym występie. Jeśli jednak do tego zestawienia nie dojdzie, to Brazylijczyk chciałby spotkać się w klatce z kimś z czołowej 10-tki rankingów. Co ciekawe do walki wyzwał go m.in. Khamzat Chimaev, który również szykuje się do powrotu po porażce w pierwszej obronie pasa z Seanem Stricklandem. Zawodnik Fighting Nerds wskazał również kolejnego pretendenta do walki o pas:
- Czekam, aż UFC poda mi nazwisko i obaj zaakceptujemy walkę. Nie ma znaczenia z kim zawalczę. Chciałbym tylko, żeby ta walka miała sens dla organizacji i dla rankingu dywizji średniej. Miałem siedem wygranych z rzędu i nagle przegrałem. Teraz mam na koncie zwycięstwo z de Ridderem, który dał dobrą walkę z Romanem Dolidze. Myślę, że jestem jedną lub dwie walki od pasa. Po prostu czekam na nazwisko. Co do Chimaeva, to byłem zaskoczony że on stał i wymieniał ciosy ze Stricklandem. Wiedziałem, że będzie chciał go obalić, trenowałem z obydwoma zawodnikami. Strickland jest trudnym gościem do utrzymania w parterze i ma naprawdę dobrą mentalność, gdy znajduje się na plecach. Nie robi nerwowych ruchów, po prostu pracuje z głową z pleców. Byłem zaskoczony tym, że Khamzat wymieniał z nim ciosy, a to była bardzo równa walka. Co do kolejnego pretendenta to myślę, że Imavov zasługuje na swoją szansę. On ma już jakąś historię ze Stricklandem, brał walkę w wadze półciężkiej bez okresu przygotowawczego. On zrobił wszystko, by zasłużyć na walkę o pas. Mamy jeszcze Pyfera, mamy Brendana Allena. Mogę walczyć z każdym z nich. Oni mogą walczyć ze sobą, lub ja zawalczyć z jednym z nich. Wszyscy jesteśmy w czubie dywizji i każda wygrana może nam dać pojedynek o pas. - skwitował wywiad Borralho.
W międzyczasie ogłoszono, że Brenda Allen ma już zaplanowaną walkę, więc jedno nazwisko z listy Brazylijczyka wypada. Z pewnością ciekawym starciem dla kibiców i rankingów byłaby konfrontacja z Khamzatem Chimaevem, zwłaszcza że ten drugi umieścił Brazylijczyka na swojej liście życzeń. Cóż, jak to w świecie MMA, pożyjemy, zobaczymy.
