Holenderski gigant rzucił wyzwanie królowi. Usyk uratował się w 11. rundzie
Rico Verhoeven (1-1, 1 KO) sprawił Aleksandrowi Usykowi (25-0, 16 KO) ogromne problemy i przez długi czas wyglądał jak zawodnik zdolny odebrać mistrzowi status niepokonanego. Ostatecznie Ukrainiec przetrwał kryzys i rozstrzygnął pojedynek przed czasem dopiero w jedenastej rundzie.
Od pierwszego gongu Holender narzucił bardzo wysokie tempo. Ruszył agresywnie, szukając mocnego prawego sierpowego i próbując wykorzystać swoje warunki fizyczne. Usyk początkowo zachowywał ostrożność — zamiast wdawać się w otwarte wymiany, skupiał się na analizie przeciwnika, jego rytmu oraz siły ciosu. Nieszablonowy styl Verhoevena sprawiał, że mistrz długo nie potrafił znaleźć odpowiedzi.
W kolejnych rundach Holender kontynuował ofensywę, choć momentami walczył dość chaotycznie. Usyk zaczął odpowiadać kontrami, ale nadal boksował zachowawczo, dbając przede wszystkim o defensywę. Verhoeven imponował nie tylko siłą fizyczną, ale również umiejętnością walki w półdystansie i klinczu. W tych elementach potrafił momentami zdominować Ukraińca, który wyraźnie respektował siłę rywala i chwilami oddawał inicjatywę.
Dopiero w czwartej odsłonie Usyk podkręcił tempo. Zaczął składać dłuższe kombinacje, trafiał częściej i wywierał większą presję, ale Holender udowodnił, że potrafi absorbować ciosy bez większego uszczerbku. Co więcej, regularnie odpowiadał mocnymi akcjami i nie pozwalał mistrzowi przejąć pełnej kontroli.
Walka długo pozostawała niezwykle wyrównana. Verhoeven imponował mobilnością mimo swoich gabarytów i nieustannie utrudniał życie faworytowi. Siódma runda należała do Holendra — mocny lewy sierpowy wyraźnie wstrząsnął Usykiem i wielu zawodników po takim trafieniu mogłoby znaleźć się na deskach. Ukrainiec jednak nie okazał słabości.
Jeszcze groźniej zrobiło się w ósmej rundzie. Verhoeven trafił potężnym prawym i natychmiast ruszył do ataku, próbując zakończyć walkę przed czasem. Przez moment pachniało ogromną sensacją, ale Usyk opanował sytuację i przetrwał kryzys. Mimo to kolejne rundy nie układały się po jego myśli. Ukrainiec był coraz bardziej zirytowany, spieszył się i długo nie potrafił rozpracować ruchliwego, silnego rywala.
Przełom nastąpił dopiero pod koniec dziesiątego starcia, kiedy Usyk kilka razy trafił bardzo czysto. Problem polegał jednak na tym, że Verhoeven nadal wyglądał świeżo i nie sprawiał wrażenia zawodnika bliskiego załamania.
Kiedy wydawało się, że świat boksu może być świadkiem jednej z największych sensacji ostatnich dekad, mistrz znalazł decydujące rozwiązanie. W końcówce jedenastej rundy Usyk trafił krótkim prawym podbródkowym, po którym Holender po raz pierwszy w walce padł na matę. Verhoeven zdołał wstać, ale był wyraźnie zamroczony. Ukrainiec natychmiast ruszył z serią potężnych sierpowych, zasypując pretendenta kolejnymi ciosami. Sędzia pozwolił jeszcze kontynuować pojedynek, lecz tuż przed gongiem przerwał walkę i ogłosił zwycięstwo Usyka przez TKO.
Po dziesięciu rundach sytuacja na kartach punktowych była niezwykle ciasna. Jeden z arbitrów widział prowadzenie Verhoevena 96:94, natomiast dwóch pozostałych punktowało remis 95:95. Wszystko wskazywało więc na dramatyczną końcówkę i walkę rozstrzygającą się dopiero w ostatnich minutach.
Statystyki tylko potwierdzają, jak wyrównany był to pojedynek.
Ciosy proste:
Usyk — 23 celne z 236
Verhoeven — 20 z 265
Mocne ciosy:
Usyk — 89 z 263
Verhoeven — 93 z 243
Łącznie:
Usyk — 112 z 499 (22,4%)
Verhoeven — 113 z 508 (22,2%)
