Powrót z przytupem. Gamrot kończy walkę przed czasem
Mateusz Gamrot przypomniał o swojej klasie w spektakularnym stylu, wracając do oktagonu UFC po dłuższej przerwie. Podczas gali w Miami Polak rozprawił się z Estebanem Ribovicsem, kończąc pojedynek przez poddanie w drugiej rundzie i wysyłając jasny sygnał do czołówki kategorii lekkiej.
Dla „Gamera” był to pierwszy występ od ponad pięciu miesięcy, czyli od bolesnej porażki z Charlesem Oliveirą. Jednak nie statystyki czy czas przerwy były najważniejsze. Kluczowe było jedno — odpowiedź na pytanie, czy były mistrz KSW nadal ma argumenty, by rywalizować z najlepszymi zawodnikami dywizji.
W ostatnim czasie pozycja Polaka nieco osłabła. Przegrane z Oliveirą i wcześniej z Danem Hookerem podkopały jego status, choć między nimi zanotował zwycięstwo nad Ludovitem Kleinem. Przed starciem w Miami Gamrot zajmował ósme miejsce w rankingu, podczas gdy jego rywal dopiero próbował przebić się do czołowej piętnastki.
Pojedynek od początku układał się zgodnie z przewidywaniami. Ribovics stawiał na ofensywę w stójce, szukając mocnych ciosów i kopnięć. Gamrot zachował jednak chłodną głowę i szybko narzucił swoje warunki, sprowadzając walkę do parteru. Tam dominował — kontrolował rywala, pracował ciosami i konsekwentnie budował przewagę aż do końca pierwszej rundy.
Druga odsłona przyniosła podobny scenariusz. Argentyńczyk próbował utrzymać walkę w dystansie, ale Polak ponownie skutecznie skracał dystans i obalał. Choć Ribovics na moment wrócił do stójki, Gamrot nie odpuścił. Kolejne sprowadzenie otworzyło drogę do finiszu — Polak najpierw rozbijał przeciwnika krótkimi uderzeniami, by w końcu zapiąć technikę kończącą.
Na niespełna minutę przed końcem rundy Gamrot sięgnął po trójkąt rękoma i dopiął swego. Ribovics, mimo rozpaczliwych prób obrony, był zmuszony odklepać na 40 sekund przed syreną.
To zwycięstwo było 26. w karierze Polaka i dziewiątym w organizacji UFC. Co ważniejsze — pokazało, że „Gamer” wciąż jest poważnym graczem w jednej z najmocniejszych kategorii wagowych świata.
