Bez sentymentów dla UFC. Diaz stawia na walki, które mają sens
Decyzja Nate'a Diaza o udziale w gali organizowanej przez Netflix zamiast powrotu do UFC wcale nie była podyktowana wyłącznie względami finansowymi. Choć mogło się wydawać, że kierował się większym wynagrodzeniem, rzeczywistość okazała się bardziej złożona.
Znany z udziału w jednych z najgłośniejszych walk w historii UFC Diaz ujawnił, że oferta przedstawiona przez organizację była w rzeczywistości korzystniejsza finansowo niż propozycja, którą przyjął na pojedynek z Mike Perry podczas debiutanckiego wydarzenia MMA spod szyldu Most Valuable Promotions, zaplanowanego na 16 maja i transmitowanego przez Netflix.
Szef UFC, Dana White, potwierdził wcześniej, że rozmowy o powrocie Diaza do oktagonu rzeczywiście miały miejsce. Sugerował przy tym, że konkurencyjna oferta była na tyle atrakcyjna, iż zawodnik nie mógł jej odrzucić. Sam Diaz zdementował jednak tę narrację.
W rozmowie z komikiem Theo Vonem przyznał, że choć rozważał powrót do UFC, kluczowe znaczenie miały dla niego nie pieniądze, lecz dobór przeciwnika i odpowiedni moment.
Podkreślił, że zależy mu na rywalizacji z absolutną czołówką w najlepszym dla nich okresie. Tymczasem UFC naciskało na trzecią walkę z jego wieloletnim rywalem, Conorem McGregorem. Diaz nie był jednak przekonany do tego zestawienia w obecnej chwili.
Irlandczyk wraca bowiem po trudnym okresie – najpierw porażce przez nokaut z Dustinem Poirierem, a następnie poważnej kontuzji nogi. Diaz jasno dał do zrozumienia, że nie chce mierzyć się z rywalem, który nie jest w swojej optymalnej dyspozycji. Zaznaczył też, że nie interesuje go „zamykanie kariery” przeciwnika w takich okolicznościach.
Zamiast tego jego ambicją było starcie z Charlesem Oliveirą, który niedawno sięgnął po pas BMF – tytuł wprowadzony przez samego Diaza w 2019 roku. To właśnie odzyskanie symbolicznego pasa i walka z zawodnikiem będącym w wysokiej formie były dla niego bardziej kuszącą perspektywą.
Ostatecznie jednak to pojedynek z Perrym wydał się Diazowi bardziej ekscytujący. Amerykanin docenia drogę, jaką jego rywal przeszedł po odejściu z UFC w 2021 roku. Perry wyrobił sobie markę w walkach na gołe pięści, pokonując m.in. znane nazwiska i zdobywając pas „King of Violence”. Miał też okazję zmierzyć się z Jake'em Paulem na dużej scenie.
Dla Diaza starcie z Perrym to nie tylko sportowe wyzwanie, ale i pojedynek o reputację – walka dwóch zawodników znanych z bezkompromisowego stylu. Jak sam przyznał, taka konfrontacja daje mu większą motywację do treningu niż powrót do UFC na warunkach, które nie odpowiadają jego ambicjom.
Choć decyzja o nieprzedłużaniu współpracy z UFC może rozczarować fanów liczących na trylogię z McGregorem, Diaz uspokaja – ich drogi jeszcze się przetną. Według niego kluczowe jest jednak to, by do tej walki doszło w odpowiednim momencie dla obu stron.
Jak podkreślił, ponowne starcie z Conorem McGregorem ma sens tylko wtedy, gdy obaj będą wznosić się na szczyt formy, a nie znajdować się w trudnym momencie kariery. Na razie jego priorytety są inne – skupia się na pojedynku z Perrym, którego określa jako jednego z najgroźniejszych rywali, z jakimi przyszło mu się mierzyć.
Co więcej, Diaz już teraz patrzy dalej. Po walce planuje ruszyć po kolejnego przeciwnika – Jake Paul, z którym współpracuje jego najbliższy rywal. W ten sposób jasno daje do zrozumienia, że jego ambicje wykraczają poza jednorazowy występ i obejmują kolejne głośne starcia na największych scenach.