Las Vegas zdobyte. Klaudia Syguła z największym wygranym bojem w karierze
Polscy kibice mogli odetchnąć z ulgą już na samym początku gali UFC w Las Vegas. Klaudia Syguła nie tylko wygrała walkę otwarcia, ale zrobiła to w sposób, który nie pozostawił żadnych złudzeń co do przebiegu pojedynku. Doświadczona Priscila Cachoeira została zdominowana na dystansie trzech rund.
Od pierwszego gongu tempo dyktowała Polka. Syguła błyskawicznie ustawiła rywalkę, pracowała na nogach i systematycznie rozbijała Brazylijkę ciosami prostymi oraz niskimi kopnięciami. Jej przewaga szybko stała się widoczna — była szybsza, celniejsza i znacznie bardziej aktywna.
Cachoeira, znana z odporności i twardego stylu walki, próbowała odpowiadać pojedynczymi bombami, jednak przez większość czasu musiała cofać się pod naporem ataków. Już w pierwszej rundzie jej twarz została mocno rozbita, co tylko podkreślało skalę przewagi Syguły.
W kolejnych odsłonach obraz walki nie uległ zmianie. Polka konsekwentnie punktowała, nie wdawała się w niepotrzebne wymiany i kontrolowała dystans. Pokazała przy tym duży spokój oraz dojrzałość taktyczną, rzadko spotykaną u zawodniczki na tym etapie kariery.
Po trzech rundach werdykt mógł być tylko jeden. Sędziowie jednogłośnie przyznali zwycięstwo Klaudii Sygule (30-27, 30-27, 29-28), która zanotowała drugi triumf z rzędu w UFC. Wcześniej, w czerwcu 2025 roku, Polka pokonała Irinę Aleksiejewą.
Wygrana nad Cachoeirą ma jednak wyjątkową wagę. Brazylijka to wieloletnia zawodniczka UFC, dla której była to już trzynasta walka w oktagonie największej organizacji MMA na świecie. Na swoim koncie ma starcia z czołówką dywizji, w tym z Walentiną Szewczenką.
Dla Syguły to bezsprzecznie najcenniejsze zwycięstwo w karierze i wyraźny sygnał, że jej nazwisko coraz mocniej zapisuje się na mapie kobiecego MMA.
