Jedna walka od emerytury. Gaethje o stawce pojedynku na UFC 324
Justin Gaethje od lat uchodzi za jednego z najbardziej widowiskowych zawodników w historii UFC. Każda jego walka to gwarancja chaosu, nokdaunów i bezkompromisowej przemocy w oktagonie. Teraz jednak „The Highlight” stoi przed momentem, który może zadecydować nie tylko o jego kolejnej szansie mistrzowskiej, ale i o przyszłości całej kariery.
37-letni Amerykanin wystąpi w walce wieczoru gali UFC 324 w Las Vegas, gdzie zmierzy się z Paddym Pimblettem. Stawką będzie tymczasowy pas wagi lekkiej oraz potencjalna walka unifikacyjna. Dla Gaethjego to kolejna próba sięgnięcia po pełnoprawne mistrzostwo — czego do tej pory nie udało mu się dokonać mimo dwóch podejść. Mało jednak brakowało, by tej historii w ogóle nie było.
„Gdyby mnie wtedy ograł, skończyłbym karierę”
W 2018 roku kariera Gaethjego znalazła się na ostrym zakręcie. Po brutalnej porażce przez TKO z Dustinem Poirierem Amerykanin miał na koncie dwie przegrane w trzech pierwszych walkach w UFC. Kolejny pojedynek mógł zadecydować o tym, czy pozostanie w ścisłej czołówce, czy zacznie znikać z radarów.
Rywalem był James Vick — zawodnik z imponującym bilansem 13–1 i serią czterech zwycięstw. Mimo to Gaethje nie krył pogardy wobec przeciwnika. W rozmowie z Arielem Helwanim otwarcie przyznał, że gdyby został przez Vicka „zdominowany”, zakończyłby karierę.
— Jestem od niego o wiele lepszy. To brutalna prawda, ale jeśli wyszedłbym do walki i James Vick by mnie ograł w każdym aspekcie, musiałbym odwiesić rękawice — mówił Gaethje. — On nie jest dobry. Jest wolny.
Słowa były mocne, ale Amerykanin w pełni je obronił. Walka zakończyła się nokautem na Vicku w niecałe 90 sekund. To zwycięstwo nie tylko uratowało karierę Gaethjego, lecz także zapoczątkowało jego najlepszy okres w UFC, zwieńczony zdobyciem tymczasowego pasa po pamiętnej wojnie z Tonym Fergusonem.
UFC 324: wszystko albo nic
Sześć lat i jedenaście walk później historia zatacza koło. Przed UFC 324 coraz głośniej mówi się, że pojedynek z Paddym Pimblettem może być ostatnim w karierze Gaethjego — przynajmniej jeśli zakończy się porażką.
Trener zawodnika, Trevor Wittman, nie owijał w bawełnę w rozmowie z ESPN.
— To nasz ostatni rajd. Jeśli nie wygramy tej walki, to koniec — przyznał. — Nie zamierzamy być „gatekeeperem” ani walczyć tylko dla wypłat. Justin ma rodzinę, zdrowie i musi myśleć rozsądnie.
Jednocześnie Wittman podkreślił, że zwycięstwo i zdobycie pasa może całkowicie zmienić perspektywę.
— Jeśli wygramy, moim marzeniem jest seria obron. Obrona za obroną. Wtedy naprawdę polecimy na księżyc.
Dla Gaethjego nie jest to więc tylko kolejna walka. To test sensu dalszego poświęcania zdrowia, a zarazem być może ostatnia szansa, by zakończyć karierę na własnych warunkach — jako mistrz.
