Trener Ngannou ujawnia szczegóły przygotowań byłego mistrza UFC
Francis Ngannou szykuje się do powrotu, który może zaskoczyć nawet jego największych fanów. Były mistrz UFC w wadze ciężkiej po raz ostatni pojawił się w sportach walki w październiku 2024 roku, kiedy w swoim debiucie dla organizacji PFL brutalnie rozprawił się z Renanem Ferreirą. Rok 2025 Kameruńczyk spędził jednak całkowicie poza klatką, skupiając się na regeneracji i planowaniu kolejnych kroków w karierze.
Choć Ngannou wciąż rozważa kolejne występy bokserskie — po głośnych, ale przegranych pojedynkach z Tysonem Furym i Anthonym Joshuą — wszystko wskazuje na to, że jego przyszłość najbliższych miesięcy związana będzie z MMA. Drugi, a być może ostatni występ „Predatora” w PFL ma dojść do skutku w pierwszej połowie 2026 roku.
W międzyczasie coraz więcej mówi się o potencjalnym starciu z Vadimem Nemkovem. Zwycięstwo Rosjanina nad Renanem Ferreirą w grudniu tylko podgrzało spekulacje, choć oficjalnego potwierdzenia walki nadal brak. Jedno jest jednak pewne: Ngannou już rozpoczął przygotowania.
Ciekawych informacji na temat aktualnej formy Kameruńczyka udzielił jego trener, Eric Nicksick. W rozmowie z portalem „MMA Fighting” przyznał, że jego podopieczny przeszedł wyraźną metamorfozę fizyczną.
— To najlżejszy Francis, jakiego kiedykolwiek widziałem — zdradził Nicksick. — Zadzwonił do mnie na FaceTime i od razu zwróciłem uwagę na jego twarz. Była bardzo wyrzeźbiona. Zwykle jest trochę bardziej „okrągły”, szczególnie gdy pozwala sobie na luźniejsze podejście do diety.
Trener podkreślił również, że kluczowe znaczenie miała poprawa stanu zdrowia zawodnika. Kontuzjowane wcześniej kolano nie sprawia już problemów, co pozwoliło Ngannou wrócić do regularnych treningów.
— Kolano czuje się dobrze, więc znów biega i trenuje codziennie. Widać, że waga spadła, a on sam jest w pełni zaangażowany — dodał Nicksick.
Jeśli te doniesienia się potwierdzą, kibice mogą spodziewać się zupełnie nowej wersji Francisa Ngannou — lżejszej, bardziej dynamicznej i być może groźniejszej niż kiedykolwiek wcześniej. Powrót „Predatora” zapowiada się niezwykle intrygująco.
