Joshua kończy przygodę Jake’a Paula z marzeniami o sensacji
Jeszcze przed pierwszym gongiem wszyscy zadawali sobie jedno pytanie: jak będzie wyglądać konfrontacja internetowej gwiazdy, która na dobre weszła do świata boksu, z prawdziwą ikoną wagi ciężkiej – dwukrotnym zunifikowanym mistrzem świata i mistrzem olimpijskim? Odpowiedź przyszła w ringu i okazała się znacznie mniej zaskakująca, niż liczyli fani sensacji.
Pojedynek Jake’a Paula z Anthonym Joshuą podczas gali w Kaseya Center w Miami przez kilka rund przypominał nietypową mieszankę boksu i zapasów. Paul skupiał się głównie na ruchu, unikach i przetrwaniu, uciekając przed napierającym Joshuą i momentami próbując ratować się nieudolnymi próbami klinczu czy obaleń. Brytyjczyk z kolei konsekwentnie skracał dystans, polował na mocny cios i stopniowo odbierał rywalowi przestrzeń.
Choć walka trwała dłużej, niż Joshua prawdopodobnie zakładał, wszystko zmierzało w jednym kierunku. W piątej rundzie Paul był już wyraźnie zmęczony i dwukrotnie znalazł się na deskach, co jasno pokazało, że jego plan defensywny przestaje działać. Na początku szóstej rundy zabrakło mu świeżości i stabilności na nogach – dokładnie tego potrzebował Joshua, by zakończyć pojedynek.
Decydujący prawy cios przesądził o losach walki. Paul padł na matę, a sędzia nie miał wątpliwości, przerywając starcie i ogłaszając zwycięstwo Joshuę przez nokaut. – To zajęło trochę więcej czasu, niż się spodziewałem, ale w końcu prawa ręka trafiła tam, gdzie trzeba – skomentował Brytyjczyk po walce.
Paul, mimo porażki, nie stronił od prowokacji w trakcie pojedynku. Kilkukrotnie próbował wytrącić Joshuę z rytmu grymasami i gestami po unikniętych ciosach, jednak z każdą minutą coraz bardziej skupiał się już tylko na dotrwaniu do końca. Po walce przyznał, że mógł doznać złamania szczęki, a jego menedżer zapowiedział kilkutygodniową przerwę od treningów.
Dla Anthony’ego Joshuy to zwycięstwo było jedynie przystankiem. Tuż po zejściu z ringu Brytyjczyk jasno wskazał kolejny cel, rzucając wyzwanie Tysonowi Fury’emu. – Jeśli naprawdę jesteś tym twardzielem, za którego się uważasz, wejdź ze mną do ringu – zapowiedział.
Starcie w Miami przyciągnęło ogromną uwagę i potwierdziło jedno: medialność i popularność mogą zaprowadzić do wielkiej walki, ale w ringu wciąż decydują doświadczenie, siła i prawdziwe pięściarskie rzemiosło.
