Doświadczony Brazylijczyk kończy Woodleya przed czasem
Anderson Silva po raz kolejny udowodnił, że sportowa metryka nie musi oznaczać końca wielkiej kariery. Podczas gali w Miami legendarny Brazylijczyk zaprezentował klasę i doświadczenie, które pozwoliły mu zakończyć pojedynek z Tyronem Woodleyem już w drugiej rundzie.
Starcie od pierwszych sekund miało spokojny, wręcz wyczekujący charakter. Obaj zawodnicy skupiali się na pracy nóg i kontroli dystansu, unikając zbędnego ryzyka. Taki obraz walki utrzymywał się przez całą pierwszą rundę, w której żaden z pięściarzy nie był w stanie wyraźnie zaznaczyć swojej przewagi.
Przełom nastąpił tuż po rozpoczęciu drugiego starcia. Silva zaczął coraz pewniej poruszać się po ringu i przyspieszył tempo. W jednej z wymian trafił idealnie prawym uppercutem, który kompletnie zaskoczył Woodleya. Amerykanin znalazł się na macie, a choć zdołał się podnieść, arbiter szybko ocenił, że nie jest w stanie bezpiecznie kontynuować walki i zakończył pojedynek przez techniczny nokaut.
Dla Silvy to kolejny udany występ w jego bokserskim rozdziale kariery. Bilans 4 zwycięstw i 2 porażek, w tym aż trzech wygranych przed czasem, pokazuje, że były mistrz UFC wciąż potrafi być bardzo groźny. Woodley natomiast nadal czeka na pierwszą wygraną w zawodowym boksie, notując trzecią porażkę z rzędu.
Pojedynek Silvy z Woodleyem był jednym z najbardziej wyczekiwanych starć gali, która przyciągnęła uwagę fanów z całego świata dzięki zestawieniu znanych nazwisk MMA i boksu. Cały wieczór zwieńczyć ma walka Jake’a Paula z Anthonym Joshuą – wydarzenie określane przez wielu jako jedno z najbardziej nietypowych i medialnych starć w historii sportów walki.
