ALISTAIR OVEREEM MOŻE JESZCZE PODBIĆ ŚWIAT CIĘŻKICH?
Lata mijają, mistrzowie się zmieniają, nowi zawodnicy dołączają i wypadają z czołówki, cały świat MMA się zmienia. Oprócz jednego wyjątku. Alistair Overeem wśród najlepszych ciężkich był, jest i jeszcze przez jakiś czas będzie. Mimo już 40 lat na karku oraz szczęki sfatygowanej potwornymi nokautami, „The Reem” wciąż potrafi wygrywać, a jak sam głośno mówi, jest w trakcie ostatniej szarży po tytuł mistrzowski UFC. Czy ten ostatni raz, okaże się tym udanym razem?
Gdyby MMA były pasmem górskim, Overeem byłby jego najstarszym góralem. Widział wszystko, walczył z każdym. Niby w życiu nie wolno mówić, że nic cię już nie zaskoczy, bo prędzej czy później przekonasz się, że to nieprawda. Ale gdybym w rozmowie z Alistairem dziś usłyszał coś takiego w kontekście sportów walki, absolutnie bym się z nim nie kłócił. Gdy Holender debiutował w formule MMA, Polska była w NATO od kilku miesięcy. Gdy w 2003 roku Chuck Liddell przegrał walkę o pas mistrzowski UFC w kategorii półciężkiej z 40-letnim Randy Coutourem, kto był jego następnym rywalem? Overeem. Gdy w 2007 roku na gali Pride 33, stary znajomy Jana Błachowicza, Rameau Sokoudjou w swojej dopiero czwartej walce w karierze, sensacyjnie w 23 sekundy ubił legendarnego Antonio Rogerio Nogueirę, kto na tej samej gali bił się z Mauricio Ruą? Overeem. Jak Fabricio Werdum w 2011 roku dokonał niemalże niemożliwego, zatrzymując Fedora Emelianenkę, z kim przegrał w następnym pojedynku? Z Overeemem oczywiście. Po tych wszystkich latach „The Reem” ma aktualnie bilans 4-1 w pięciu ostatnich pojedynkach i zamierza sięgnąć po nieuchwytny póki co dla niego pas mistrzowski. Do tego jednak jeszcze długa droga i holenderski weteran musi odnaleźć w sobie sporo paliwa, by swoje słowa przekuć w rzeczywistość. Tylko czy stać go jeszcze na to?
Ngannou przestawił coś w głowie
Mówi się, że starego psa nowych sztuczek nie nauczysz. A jednak Alistair Overeem z walki na walkę zaczyna bardziej taktycznie podchodzić do swoich pojedynków. Przez większość swojej kariery Overeem bazował przede wszystkim na swoim niesamowicie obszernym arsenale kickboxerskim, silnych ciosach w klinczu oraz nieprzewidywalności w ruchach. Na sterydach także, ale to akurat pod koniec lat 90’, czy w pierwszej dekadzie XXI wieku nie było niczym dziwnym. Tak ofensywny styl kosztował go sporo porażek przez nokaut, zwłaszcza że jego szczęka nie należała nigdy do tych wytrzymałych. Może w ten sposób natura nieco zbalansowała Holendra, bo żeby on do wszystkich swoich umiejętności oraz znakomitych warunków fizycznych, miał jeszcze bardzo twardą szczękę, to mielibyśmy do czynienia z niemal super-wojownikiem. Przełomowym momentem w ostatnich latach w karierze Overeema był moim zdaniem nokaut (choć może lepiej to nazwać próbą morderstwa?) od Francisa Ngannou. Po tej strasznej porażce Holender zmierzył się z Curtisem Blaydsem. Kto oglądał tamtą walkę ten wie, że nie była ona, lekko mówiąc, emocjonalnym wulkanem. Mimo iż „Razor” nie dysponuje wielkimi umiejętnościami w stójce, Overeem był bardzo ostrożny, jakby mając w pamięci podbródkowy od Ngannou. Czasami był wręcz bierny, czekając na kontrę. Tyle że od Blaydesa nie ma co oczekiwać wielkiej agresji i jeśli go nie znokautujesz (jak dwukrotnie uczynił Ngannou) to możesz się co najwyżej spodziewać, że obali cię i albo przeleży na tobie całą rundę, albo porozbija. Wtedy zadziałała ta druga opcja. Overeem padł w trzeciej rundzie ofiarą potężnych łokci w parterze. To był jednak taki wyraźny sygnał, że coś tu się zmienia. Nikt jednak nie powiedział, że to przebiegnie płynnie.
Wszakże „The Reem” może i zmasakrował w kolejnym pojedynku debiutującego w UFC Sergeya Pavlovicha, ale biorąc pod uwagę, że Rosjanin już pod koniec pierwszej rundy oddychał rękawami, a w parterze zbyt wiele nie potrafił, było to raczej takie „coś” na odbicie się. Na przerwanie serii dwóch porażek. Najlepiej pokazała to… walka z Alexeyem Oleinikiem w St. Petersburgu. Doświadczony Rosjanin, kojarzony głównie z grapplingiem i tym przedziwnym duszeniem Ezekiela, niemalże znokautował bardzo biernego Holendra. Zasadniczo potężne kolana w korpus w klinczu, które dały mu wygraną (późniejszy ground and pound był tylko formalnością), były jedyną dobrą rzeczą od „The Reema” w tamtej walce.
Różne twarze Overeema. W tym ta z poszatkowaną wargą
Czy to przerwanie walki w starciu z Jairzinho Rozenstruikiem było słuszne pod kątem tego jak bardzo jego ciosy wstrząsnęły Overeemem, to niech każdy sam sobie oceni. Ja jednak rozumiem sędziego Dana Miragliottę. Jak widzisz kolesia, którym mocno wstrząsnęło, z prawie odciętą górną wargą, to raczej odruchowo pierwsze o czym myślisz, to przerwanie walki. Sam Holender w wywiadach po walce stwierdził, że traktuje ją jak zwycięstwo. Faktem było, że dał wtedy mało doświadczonemu Surinamczykowi solidną lekcję taktyki w MMA i gdyby nie te ciosy w końcówce, to jego ręka powędrowałaby w górę. Tak czy inaczej, to Rozenstruik triumfował i zrobił najodważniejszą (najgłupszą?) rzecz jaką mógł, czyli wyzwał do walki Francisa Ngannou, który potem utłukł go w 20 sekund. Overeem znów musiał odbudowywać pozycję. Starcie z Waltem Harrisem w Jacksonville w maju tego roku znów pokazało, że Alistair ma duży problem z ciężkobijącymi. Harris to nie jest wybitny zawodnik. Taki trochę rębajło na Top 15 góra, który ma za mało umiejętności na coś więcej i za ciężkie łapy na mniej. Ale Overeema prawie ubił. Ustrzelił go w stójce, a jakim cudem Holender przetrwał nawałnicę ciosów w parterze, to nie mam pojęcia. Przynajmniej dzięki temu wiadomo, że mimo lat, serducho do walki jest tam gdzie powinno. Zwłaszcza że potrafił odwrócić sytuację, z tą różnicą że jak on ściął Harrisa z nóg, to nie spartaczył wykończenia jak kiepski robotnik przy remoncie. Znacznie lepiej wyglądał za to miesiąc temu w Vegas przeciwko Augusto Sakaiowi. Skutecznie szachował Brazylijczyka przez kilka rund w stójce, a nawet jak rywal ruszał odważnie z atakami, to „The Reem” dobrze je wytrzymywał. Natomiast w parterze, przede wszystkim w końcowych rundach, Sakai był wręcz masakrowany potężnymi ciosami, aż padł w piątej rundzie. Osobiście uważam to za najlepszy występ Holendra od lat.
Sam Overeem po starciu z Sakaiem stwierdził, że gdyby nie błędna decyzja w walce z Rozenstruikiem, już teraz byłby głównym pretendentem do pasa. To akurat jest dość wątpliwe, biorąc pod uwagę jak pewnie Dana White mówi o title shocie dla Ngannou. Przed Holendrem na pewno jeszcze przynajmniej jedna walka. Z kim miałby się zmierzyć? Aktualnie jest numerem pięć w rankingu. Przed nim są ci z którymi w ostatnich latach przegrywał (Miocić, Ngannou, Rozenstruik i Blaydes) oraz jeden z którym nigdy nie walczył (Derrick Lewis). Tak, są jeszcze na świecie tacy. Akurat to się może zmieni, bo właśnie „Czarną Bestię” wyzywał ostatnio do walki. Lewis zmierzy się co prawda z Blaydesem w listopadzie i niewykluczone iż przegrany zawalczy z Overeemem. Możliwy jest też rewanż Alistaira z Rozenstruikiem, o czym Holender także wspominał. Która opcja byłaby lepsza dla niego? Trudno stwierdzić, gdyż Lewis oraz Rozenstruik to nieco podobni zawodnicy. Bez dużych umiejętności jeśli chodzi o ogólne MMA, za to z potwornym uderzeniem. „Czarna Bestia” jest oczywiście znacznie bardziej doświadczony i zdaje się być lepszą wersją Surinamczyka. Jednak gdybym miał teraz ustalić Reemowi walkę, wybrałbym właśnie „Bigi Boya”. Wszakże przede wszystkim nie ma on aktualnie ustawionej walki, a udany rewanż byłby dobrym podkreśleniem mistrzowskich aspiracji Overeema, gdyż takie wyrównanie rachunków, to zawsze korzystny aspekt przed walką o tytuł (Błachowicz vs Anderson 2, żeby daleko nie szukać).
Za twarde pięści, na niezbyt twardą szczękę
Tutaj dochodzimy jednak do absolutnego meritum. Czy Holendra faktycznie stać byłoby na pokonanie Stipe Miocicia (lub Francisa Ngannou)? Otóż nie wydaje mi się. Owszem, mimo upływu lat, Overeem potrafi wciąż wystrzelić prawdziwą bombę, walczyć bardziej taktycznie, czy zadawać silne ciosy w klinczu lub parterze. Jednak dla zawodników na takim etapie kariery, kluczowa jest defensywa. Tą z kolei potrafili w stójce przełamać nawet Harris, czy Oleinik. Nie mam wątpliwości, że zawodnicy o umiejętnościach Miocicia i sile Ngannou (którą Alistair już doskonale zna), zastopowaliby Holendra prędzej czy później. Zasadniczo z Miociciem „The Reem” mógłby mieć znacznie większe szanse, bo nawet 4 lata temu w trakcie ich walki na UFC 204, gdy Stipe miał swój prime, Overeem potrafił nim mocno wstrząsnąć. A to że wówczas więcej biegał niż walczył, to już inna sprawa. Mimo to nie chce mi się wierzyć, by nawet przy dyspozycji takiej jak przeciwko Augusto Sakaiowi, był on w stanie nie dać się znokautować. Chyba że sam zrobi to szybciej, co oczywiście jest możliwe. Niezwykle szanuję Alistaira Overeema. Z pasem czy bez, jest jedną z największych legend tego biznesu. Życzę mu tego pasa, bo jego historia zasługuje na taką puentę i jeśli się mylę w kwestii jego mistrzowskich aspiracji, to nawet się z tego ucieszę. Jednak na pytanie „czy da radę”, na dziś odpowiadam dość pewnie „nie”.
